Kilka uwag w sprawie przekładów polskich tekstów historycznych na języki zachodnioeuropejskie

Prace Naukowe. Pedagogika, Apr 2018

Aleksander Świeżawski

A PDF file should load here. If you do not see its contents the file may be temporarily unavailable at the journal website or you do not have a PDF plug-in installed and enabled in your browser.

Alternatively, you can download the file locally and open with any standalone PDF reader:

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Prace_Naukowe_Pedagogika/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10-s301-303/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10-s301-303.pdf

Kilka uwag w sprawie przekładów polskich tekstów historycznych na języki zachodnioeuropejskie

Kilka uwag w sprawie przekładów polskich tekstów historycznych na języki zachodnioeuropejskie Prace Naukowe. Pedagogika - A leksander Swieżawski (Łódź) Kilka uwag w sprawie przekładów polskich tekstów historycznych na języki zachodnioeuropejskie Coraz częściej w polskich pracach historycznych spotyka się ich streszczenia w głównych językach zachodnioeuropejskich: angielskim, francuskim i niemieckim. Zwyczaj ten jest godny pochwały, gdyż przybliża obcym historykom osiągnięcia polskiej nauki. Oczywiście w tych tłumaczeniach najważniejszą sprawą jest dobra znajomość przez tłumacza danego języka i pod tym względem sytuacja jest na ogół zadowala­ jąca. Jednakże, by tekst streszczenia był w pełni zrozumiały dla obcego historyka, tłumacz winien uwzględnić też nazewnictwo i terminologię stosowane w obcej hi­ storiografii, a pod tym względem bywa już bardzo różnie. Nierzadko bowiem tłuma­ cze przenoszą polskie nazwy do tekstów obcojęzycznych, co często sprawia, że tekst staje się zupełnie niezrozumiały dla cudzoziemca. Dotyczy to często nazw geogra­ ficznych, ale również i imion własnych, a szczególnie osób panujących i ich rodzin. Temu ostatniemu zagadnieniu pragnę poświęcić niniejsze uwagi. Historiografia zachodnioeuropejska określa zwykle panujących ich imionami chrzestnymi z dodaniem liczby porządkowej. Bardzo rzadko natomiast odwołuje się ona do przydomków (choć np. w średniowiecznej Francji były one bardzo popular­ ne), a już wyjątkowo do nazwisk rodowych. Ten system - imię + liczba porządkowa - ja k o najbardziej precyzyjny, jest dziś najczęściej stosowany. Nic też dziwnego, że przeważnie używa się go też w odniesieniu do poruszanych przez nich zagadnień z naszych dziejów. Historiografia polska natomiast poszła inną drogą. Do liczb porządkowych od­ woływano się u nas stosunkowo rzadko i niechętnie, odróżniając władców noszą­ cych to samo imię przede wszystkim przydomkami, a w czasach późniejszych na­ zwiskami rodowymi. Przydomki stały się tak popularne, że niektóre z nich w tek­ stach polskich historyków występują już bez imienia władcy (np. Chrobry, Krzywo­ usty, Kędzierzawy) i czytelnik polski na ogół wie, o kogo chodzi. Podobnie ma się sprawa z nazwiskami rodowymi - czytelnikowi polskiemu, który spotyka w tekście nazwiska Batory, Wiśniowiecki czy Sobieski, nie trzeba przecież tłumaczyć, że chodzi o królów Stefana, Michała i Jana III. Ten zwyczaj przyjął się w Polsce, choć jest - trzeba przyznać - mniej precyzyjny, szczególnie w odniesieniu do nazwisk. Istniały przecież i inne osoby, noszące te same nazwiska rodowe. Aleksander Swieżawski Te specyficzne cechy historiografii polskiej sprawiają często spore trudności hi­ storykom zachodnioeuropejskim, którzy często muszą - choćby ubocznie - nawią­ zywać do naszych dziejów. Tej sytuacji nie ułatwiają im tłumacze polskich tekstów historycznych, którzy bardzo często nie znając terminologii historycznej języka, na który przekładają, i jej specyfiki - tłumaczą tekst dosłownie. Często też nie tłumaczą oni imion podanych im w wersji polskiej, nawet jeśli imiona te mają swoje odpowiedniki w danym języ­ ku, a przydomki podają w brzmieniu polskim, nie troszcząc się o to, że niektóre z nich, np. Rogatka czy Łokietek, są po prostu nieprzetłumaczalne. By stały się one bowiem jasne dla obcego czytelnika, trzeba by w tym przypadku obszerniejszej informacji o polskim systemie pobierania ceł w średniowieczu czy o średniowiecz­ nych miarach długości. Takie przekłady są więc często niezrozumiałe. Krótko mówiąc: znajomość specyfiki i terminologii dzieł historycznych danego obcego języka i dostosowanie do nich terminologii polskiej jest niezbędnym warun­ kiem dobrego i w pełni zrozumiałego dla cudzoziemca przekładu. By nie być gołosłownym, twierdząc, że warunki te nie zawsze są spełniane, przytaczam dwa przykłady ze streszczeń obcojęzycznych zawartych w interesującej pracy Bartłomieja Szyndlera Silva rerum Polonorum. Anegdoty, sensacje i osobli­ wości z dziejów, obyczajów i kultury Polski, Częstochowa 2000. W streszczeniach obcojęzycznych tej pracy występuje „Henryk Walezy”. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, skąd wziął się ów przydomek, czy też raczej moc­ no spolonizowane nazwisko. Miano „de Valois” nosiła jedna z gałęzi francuskiej dynastii Kapetyngów. Do Polski trafiło ono w XVI w. w zlatynizowanej, zgodnie z ówczesnymi zwyczajami postaci „Valesius”. Nazwisku temu dość szybko nadano polską postać „Walezjusz”. W XIX w. bodajże nazwisko to uległo w pracach historyków polskich dalszej polonizacji - powstał wówczas „Walezy”. Jednakże ów „Henryk Walezy” jest poza Polską pod tym imieniem i nazwi­ skiem absolutnie nieznany. Żaden lub prawie żaden historyk zachodnioeuropejski nie będzie wiedział, o kogo tu chodzi. Tymczasem jest to postać bardzo znana w historii europejskiej, ale wyłącznie jako „Henry III king of France and of Poland”, „Henri III roi de France et de Pologne” czy „Heinrich III König von Frankreich und von Polen”. Tak należało więc ową nazwę osobową przetłumaczyć, zamiast znanego tylko w Polsce „Walezego”. Przykład drugi: we wszystkich trzech streszczeniach jest wzmiankowany wielki książę Konstanty. Czytelnikowi polskiemu nie trzeba wyjaśniać, kim była ta osoba. Zagadnienie to jednak nie jest tak oczywiste w przypadku czytelnika obcego, słabiej znającego dzieje Polski, zwłaszcza że użyta (w tekstach angielskim i nie­ mieckim) polska forma imienia „Konstanty” może sugerować jego polskie pocho­ dzenie. Dlatego lepiej byłoby, gdyby w streszczeniach nazwano go odpowiednio: „grand duke Constantine of Russia”, „grand duc Constantin de Russie”, czy wresz­ cie „Großfürst Konstantin von Rußland”. Oczywiście, dodatkową trudność dla tłumacza stanowił tu fakt, że polski tytuł „książę” ma dwa odpowiedniki w językach angielskim i francuskim i aż trzy w ję­ Kilka uwag w sprawie przekładów polskich zyku niemieckim, trzeba więc znać na tyle kwestię tytulatury historycznej danego języka, by wiedzieć, jakiego tytułu poprawnie użyć. W każdym razie zastosowane w tłumaczeniach tytuły „great prince”, „grand prince” i „Großprinz” nie istnieją i nigdy nie istniały, choć z językowego punktu widzenia są jak najbardziej popraw­ ne. Jak wynika z powyższych krótkich uwag, tłumacz winien nie tylko dobrze wła­ dać językiem, na który przekłada polski tekst historyczny, ale też znać ,język histo­ rii” danego narodu. Dlatego też takie tłumaczenia, aby były w pełni zrozumiałe dla cudzoziemca, nie mogą być tylko dosłownym „słowo w słowo” przekładem, ale winny uwzględniać naukową terminologię historyczną danego języka i do niej się stosować.


This is a preview of a remote PDF: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Prace_Naukowe_Pedagogika/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10-s301-303/Prace_Naukowe_Pedagogika-r1999_2000_2001-t8_9_10-s301-303.pdf

Aleksander Świeżawski. Kilka uwag w sprawie przekładów polskich tekstów historycznych na języki zachodnioeuropejskie, Prace Naukowe. Pedagogika, 301-303,