Taki pejzaż

Teksty : teoria literatury, krytyka, interpretacja, Dec 1975

Józef Opalski

A PDF file should load here. If you do not see its contents the file may be temporarily unavailable at the journal website or you do not have a PDF plug-in installed and enabled in your browser.

Alternatively, you can download the file locally and open with any standalone PDF reader:

http://czashum.hist.pl/media//files/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)-s145-151/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)-s145-151.pdf

Taki pejzaż

- (w wypadkach skrajnych: tzw. poezja „konkretna”) zanegowania dotychczasowych kategorii estetycznych. Skoncentrowanie się na problem atyce własnego istnienia czy na­ wet — ostrzej — możliwości istnienia wykluczać musi sferę pry­ watności, intymności. Język tej poezji, będący swoistym prze­ kształceniem „języka gazety”, okazuje się tu taj nienośny. Trudno by w nim było mówić o problem ach miłości. Przemówienie męża stanu na ten tem at, wygłoszone w poetyce przemówienia politycz­ nego, byłoby zapewne czymś również zabawnym, jak bezsensow­ nym. Cała technika poetyckiej wypowiedzi przekracza przyswojone dotychczas kanony estetyczne, „w ypycha” poezję z zarezerwowanych dla niej granic. I te właśnie procesy zachodzące w liryce najm łod­ szych drażnią zapewne A rtura Sandauera, który korzysta z każdej okazji, by w ytknąć młodym „grafom anię”, grafomanię, do której się sami „przyznają”, jak np. w wypowiedzi Krynickiego: „Być może nowa poezja jest zbyt niecierpliw a, skoro chce natychm iasto­ wej praw dy. Ale szansą młodych jest to, że m ają jeszcze nadzieję mówienia wprost. (...) Mówiąc metaforycznie, tak ukształtowany obraz rzeczywistości jest w pew nym sensie grafomański, sformuło­ w any kalekim, zranionym językiem, kształtuje więc tym bardziej okaleczoną świadomość społeczną oraz postawy indyw idualne”. Zagadnieniem, które otworzyło problem atykę „sposobu istnienia” poezji, jest problem czasu i miejsca, w jakim jest ona tworzona. Próba uchwycenia swego „tu i teraz” jest jednym z podstawowych tem atów w wierszach w kraczającej generacji. Widać to w nasyceniu utw orów aktualnym i konkretam i. Owa aktualność zaś jest kolejną przeszkodą w konstruow aniu sfery prywatności. Homo socius to człowiek, którem u nie zagląda się do łóżka. Tym bardziej, iż w koń­ cu nie to jest dlań najistotniejsze i nie to kształtuje zręby jego świadomości. A właśnie owa świadomość w ydaje się być tym, co młodą poezję najbardziej interesuje. Przeciętny, „szary” czło­ wiek — a nim jest przecież bohater omawianych tu wierszy — 0 erotyce raczej tylko marzy (zob. Freudowskie tłumaczenie snów 1 załamań psychicznych). Młoda poezja zaś stara się opisywać głów­ nie rzeczywistość, m arzenia pozostawiając na boku. Przynajm niej póty, póki ma jeszcze „nadzieję mówienia w prost”. Leszek Szaruga Taki pejzaż Ewie Demarczyk Poezja śpiewana sprawia znawcom przedm iotu zdecydowany kłopot. Specjaliści od poezji pokrzywiają się na w y­ konawców śpiewających wiersze i — nie daj Bóg! — poetów śpie­ w ających. Władcy piosenki nie przepadają za tego rodzaju m elan­ żem, ponieważ — poza sporadycznymi w ypadkami — piosenki oparte na wierszach czy prozie poetyckiej nie docierają do tłum ów i nie przynoszą spodziewanych profitów. Nie na darmo pisał Edw ard Balcerzan: „Każda piosenka «chce» być przebojem i każda książka «chce» być bestsellerem . (...) Teore­ tycznie szanse są jednakowe. Dopiero pod presją obyczaju, w któ­ rym sami tkwimy, gdy — jak to ma miejsce dzisiaj — piosenka bije rekordy popularności, a poezja przeżywa kryzys odbioru, skłonni jesteśmy szukać wskazań diagnostycznych wszędzie, a więc także w ogólnej teorii sposobu istnienia tych sztuk, (...)” 1. Pomysł łączenia muzyki z poezją nie jest wcale w ynalazkiem na­ szych czasów. Już dawno zauważono, że muzyka towarzysząca w y­ powiadanym wierszom znacznie „ułatw ia” ich percepcję. Balcerzan wychodząc od prehistorii liryki przyznaje, iż w tam tych daw nych czasach śpiew był pierwszym wierszem i że „odcinał słowa od potoczności, gw arantow ał im byt inny, nowy, szczególny, świąteczny. Ujawniał poetyckość słowa; (...) A więc: na początku był śpiew ” 2. Coś z tych zamierzchłych czasów dotrw ało i do naszych dni — w ydaje się niektórym , że „trudna” poezja, doprawiona muzyką staje się lekkostraw ną i wdzięczną papką. Płonne nadzieje łatw o­ wiernych! Cwietajewa śpiewana przez Ewę Demarczyk wcale nie staje się „łatw iejsza”. Po prostu z wiersza, muzyki i interpretacji pieśniarki — rodzi się nowa jakość artystyczna. Jednakże wiersze te (nawet śpiewane) nie m ają szans zdobycia sobie milionów czcicieli. Pytanie: czy tracą na tym słuchacze czy wiersze? Oczywiście nie będziemy zajmować się piosenką kom ercjalną, w któ­ rej „ubezwłasnowolnienie odbiorcy”, jak słusznie stwierdza to Sta­ nisław Barańczak 3, jest tak wielkie, że o żadnym wysiłku ze stro­ ny masowego słuchacza nie może być naw et mowy. Współczesny pop-song, usiłując czasem przejść w rejony kultury, „wysokoartystycznej”, musi rezygnować ze swych praw i przywilejów albo wyjść poza ram y gatunku, stając się piosenką „literacką”, kaba­ retową itd. Piosenka kom ercjalna z zasady opiera się na tekstach złych i banalnych zarazem, ich m etaforyka jest nijaka i straszliwie tradycyjna. Nic też dziwnego, że np. „Agnieszka Osiecka, w porów­ 1 E. Balcerzan: Przez znaki. Poznań 1972, s. 258. 2 Ibidem, s. 282—283. * S. Barańczak: Piosenka i topos wolności. Konferencja naukowa: „Społeczne funkcje literatury i paraliteratury”. Warszawa 26—28 marca 1973 r. (maszyno­ pis powielany). Wydaje się, że Barańczak, poszukując toposu wolności w pio­ senkach estradowych ostatnich lat, mocno tym razem przesadził. Kiedy pisze, że „piosenka jest przede wszystkim odzwierciedleniem centralnej roli, jaką w e współczesnej świadomości społecznej odgrywa zagadnienie wolności” (s. 32), przypomina się osławione strzelanie z armaty do muchy... naniu z innym i tekściarzami, jest autorką niemal awangardową i to właśnie dzięki swej m etaforyce!” 4 Nie będzie nas w tym w ypadku interesować produkcja tekściarzy, lecz poezja pisana na użytek kom­ pozytorów, a także piosenki, których m ateria literacka zaczerp­ nięta została z twórczości poetyckiej. Najw ybitniejszym i twórcam i w tej dziedzinie są niewątpliwie Ewa Demarczyk i Zygm unt Konieczny. To oni przed laty porwali się na coś, co wydawało się niemożliwe. Kiedy w „Piwnicy pod B ara­ nam i” Demarczyk zaczęła śpiewać Białoszewskiego i Leśmiana, Dymnego i Szmidta, okazało się, że ich wiersze (nie tracąc niczego ze swych poetyckich walorów) nabierają nowych znaczeń, dodat­ kowych odniesień, większej ekspresji. Od tamtego czasu wiersze śpiew ają wszyscy, w teatrach śpiewa się naw et Kordiana i Noc Listopadową. Pisał Puzyna: „Moda śpiewania klasyków poezji, rozpoczęta przez Ewę Demarczyk, z dawna szerzy się w kraju. (...) Ambitny, jak zawsze, Adam Hanuszkiewicz za­ pragnął podbić stawkę: zaśpiewać Kordiana. Per procura, oczywiś­ cie. Śpiewa zespół T eatru Powszechno-Narodowego w Warszawie. Nic w tym złego nie widzę. (...) Byle to robić dobrze. Ba, w łaśnie” 5. Dziś śpiewa się więc wszystko: Bema pamięci żałobny rapsod Nor­ wida i W spomnienie Tuwima śpiewa Niemen, Czułość Norwida z muzyką Kurylewicza — Wanda Warska, Łucja P rus w ykonuje Szymborską, Marek G rechuta Niepewność Mickiewicza a naw et frag­ m enty Wesela Wyspiańskiego. Nie ostała się już żadna świętość poetycka; jak Polska długa i szeroka słychać śpiewanie literatury. Oczywiście niczego to napraw dę nie zmienia, te piosenki czy też pieśni (jak mówią w krakow skiej „Piw nicy”), dalej pozostają eli­ tarne. Nie udało się poprzebijać żadnych ścianek (term in Irzykow­ skiego pozostaje wciąż wspaniale użyteczny). Wyróżnione przez Balcerzana cztery języki czy też cztery światy znaków istnieją nadal. Są to: 1) język poezji, 2) język piosenki, 3) język obyczajów percepcyjnych odbiorców poezji, 4) język obyczajów percepcyjnych odbiorców p iosenk i6. Z pewnością język obyczajów percepcyjnych odbiorców poezji łatw iej (a może inaczej) przysw aja sobie język obyczajów percepcyjnych odbiorców piosenki. Natomiast kłopoty są w w ypadku kompozycji trudnych (jak np. utw ory Koniecznego). Wówczas język obyczajów percepcyjnych odbiorców piosenki nie może sobie poradzić ani z muzyką, ani z tekstem tych kompozycji. Balcerzan zdaje sobie sprawę z tego, że muzyka jest dla tekstu 4 A. Barańczakowa: Konwencjonalność w piosence jako problem semantyczny. Referat wygłoszony na X Konferencji Teoretyczno-Literackiej w Juracie, luty 1972 r. (maszynopis powielony, s. 18). 5 K. Puzyna: Show na Zamoyskiego. W: Burzliwa pogoda. Warszawa 1971, s. 111. 6 Balcerzan: op. cit„ s. 262. 1 4 8 wielkim niebezpieczeństwem. Zwłaszcza gdy m amy do czynienia z muzyką w ybitną. Bowiem „Słowo w piosence znajduje się w stanie nieustannego zagrożenia. Pod naporem elementów niejęzykowych znaczenia słów pękają, tekst zostaje podporządkowany funkcji fak­ tycznej. (...) Najpoważniejsze tedy szanse zespolenia się z m uzyką ma wiersz slaby. Wiersz, który łatwo rezygnuje z poetyckich nadw y­ żek znaczeniowych, i dopiero w realizacji słowno-muzycznej, w pio­ sence, ujaw nia swoją urodę. W iersz mocny staw ia opór muzyce. Stopione z muzyką słowo< poezji uzyskuje nowe funkcje. P rze­ staje być słowem poetyckim sensu stricto. Piosenka, jak zły prze­ kład, okazuje się w tych w ypadkach zaledwie informacją na tem at pierw ow zoru” 7. Tak dzieje się rzeczywiście w większości wypadków. Ale nie zaw ­ sze! Zdarzają się przekłady kongenialne naw et wierszy „mocnych”. Tak stało się na przykład z wierszami Baczyńskiego śpiewanymi przez Demarczyk. K ontrow ersyjny pomysł przyniósł zwycięstwo. In terpretacja pieśniarki spotkała się z oficjalną aprobatą Kazim ie­ rza Wyki i weszła do kanonu czytania wierszy Baczyńskiego. Mu­ zyka piosenki (myślimy tu wyłącznie o kompozycjach wybitnych) może stać się zatem kom entarzem do wiersza, dram atyczną pointą, może zwiększyć jego w alory ekspresyjne. Tak na przykład upor­ czywe ostinato muzyki Koniecznego w Deszczach Baczyńskiego speł­ nia rolę właśnie takiego kom entarza do rozsnutego na jej tle tek ­ stu poetyckiego. Te bicze dźwięków tnących tekst wiersza potęgują wrażenie, spełniając jednocześnie jakby funkcję oczyszczającą, ob­ mywającą. Kompozytor ma zresztą nie lada problem do przezwyciężenia. P a­ miętać bowiem musi, iż między artykulacją dźwięku muzycznego a fonetyczną artykulacją słowa najczęściej zachodzi sprzeczność. Dotyczy to szczególnie języka polskiego, jak słusznie zauważyła to Anna Barańczakowa, gdyż są języki (np. włoski), w którym owa sprzeczność jest znacznie mniejsza. Kompozytor musi unikać „takich rozwiązań muzycznych, które mogłyby zniekształcić artykulację słów (a więc np. dźwięków o zbyt małych wartościach, zbyt szybkich temp, zbyt wielkich interw ałów )” 8. Tym większe zwycięstwo od­ niósł zatem Konieczny, pisząc Karuzelę z madonnami do wiersza Białoszewskiego, w której nie omijając wszystkich wymienionych przez autorkę niebezpieczeństw, a naw et je wyzywając — stworzył formę muzyczną całkowicie adekw atną do tego — piekielnie prze­ cież trudnego — tekstu. I gdy Balcerzan w konkluzji swych roz­ ważań pisze, iż styl piosenkarski nie może w zasadzie korzystać z autentycznie wartościowych utworów poetyckich, w ydaje się za­ pominać właśnie o takich w yjątkach, jak ten wiersz Białoszewskie­ go. Stw ierdza jednak słusznie, że „m argines swobody «rozrywkowi7 Ibidem, s. 289—291. 8 Barańczakowa: op. cit., s. 5. cza» jest dość w yraźnie ograniczony, albowiem śpiewanie znanych utworów poetyckich opłaca się o tyle, o ile zostaną one rozpoznane przez słuchaczy w swej w ersji pierw otnej: zniekształcenia muszą być nieznaczne. Piosenka dzisiejsza, korzystając z poezji gotowej, nie jest w stanie jej ani zastąpić, ani — w całości — spopularyzo­ wać. Poezja w ostatecznym rozrachunku powinna obronić się sam a” 9. A jednak zdarza się, że bardzo trud ny naw et tekst poetycki absor­ bowany jest przez masowego odbiorcę w postaci piosenki, nie tra ­ cąc niczego ze swych walorów artystycznych. Dość przypomnieć ryk entuzjazm u, jaki powitał wykonanie przez Ewę Demarczyk Grande Valse Brillante na festiw alu w Sopocie. A przecież jest to jeden z najtrudniejszych fragm entów K w iatów polskich. Na do­ datek Demarczyk śpiewała go przeciw w arunkom — jej piosenki, a więc także i Walc, nie nadają się do wykonywania w wielkich salach dla wielotysięcznych widowni. W ymagają atm osfery intym ­ ności i skupienia. A jednak tam ten trium f Tuwima, Demarczyk i Ko­ niecznego był absolutny i zupełny! Zdarza się i tak, że tekst piosenki zostaje nobilitowany i podnie­ siony do rangi odrębnego tekstu poetyckiego. Tak było w w ypadku ogólnonarodowej aw antury, która wybuchła po w ykonaniu przez Tadeusza Woźniaka piosenki Zegarmistrz światła ze słowami Bo­ gusława Chorążuka. Nie kończące się dyskusje nad znaczeniem i po­ chodzeniem słowa „bełtać” śmieszą, a jednak prowadzono je n aj­ poważniej w świecie. Chorążuk miał odwagę „pójść za ciosem”, nazwał swój — bardzo zresztą interesujący — tom ik poetycki Ze­ garmistrz światła (Olsztyn 1973) i tekstem piosenki otworzył zbiór wierszy. Tomik zniknął z księgarń błyskawicznie i oto okazało się, że język obyczajów percepcyjnych odbiorców piosenki może prze­ mówić czasem (rzadko!) językiem obyczajów percepcyjnych odbior­ ców poezji. Na mapie polskiej poezji śpiewanej odrębne miejsce zajm uje tw ór­ czość piosenkarska Edw arda Stachury. Przeszczepia on z powodze­ niem na polski grunt tradycję balladowej piosenki francuskiej. Akompaniując sobie na gitarze, Stachura — znany poeta i prozaik — kontynuuje swymi piosenkami postać bohatera, którego w ykreował już w swojej „norm alnej” twórczości literackiej. Bohater ten to człowiek związany całym swym jestestw em z przyrodą, włóczykij, trochę obieżyświat — a nade wszystko poeta. To zawsze ta sama osoba przem awia z wierszy Stachury, z jego prozy, z felietonów zamieszczanych w „Miesięczniku Literackim ”, wreszcie z piosenek. Taki ty tu ł — Piosenki nosi zresztą zbiorek w ydanych przez Stachurę utw orów (Warszawa 1973). W ykonuje on je z w łasną muzyką, zdo­ byw ając sobie i w tej formie prezentacji własnej twórczości sporą popularność. Balcerzan: op. cit., s. 295. 1 5 0 Kiedy przyjrzeć się tym tekstom odartym z muzyki i in terp reta cji pieśniarskiej, widać doskonale mechanizm, którym kierow ał się poeta, w ybierając te wiersze do śpiewania. Są one znacznie bardziej nakierowane na odbiorcę, spełniają także funkcję rozryw kową, ła t­ wiej się więc „dogadać” nimi bohaterowi przez Stachurę stw orzo­ nemu. Słusznie zauważył Krzysztof Gąsiorowski, że ,,w gruncie rze­ czy (...) dopiero po świadomym wprowadzeniu do tekstów piosen­ karskich Stachury protagonisty z jego wierszy i prozy, dopiero po uwzględnieniu ich literackiej genealogii i rozpoznaniu literac­ kiej konwencji, można właściwie odczytać i polubić te urocze, roz­ brajające utw ory” 10. Nic też dziwnego, że autor Po ogrodzie niech hula szarańcza zaczął ostatnio tłumaczyć piosenki Brassensa („Stu­ dent” 1974 nr 11), przypominającego tak bardzo bohaterów S tachu­ ry. Brassens to także włóczęga i cygan, dobry kum pel — ale nade wszystko poeta. Jest przecież jedynym autorem tekstów piosenkar­ skich, którego zauważyła Akademia Francuska, przyznając mu w roku 1967 swą nagrodę poetycką. M eandryczne są zatem drogi, którym i chadza śpiewana poezja; n a j­ częściej kompozytorzy biorą na swój w arsztat wiersze znanych po­ etów, przypuszczając, że muzyka spotęguje w rażenia estetyczne i że wiersz zaśpiewany otrzym a dodatkową ekspresję i w yraz. Cza­ sem tekst piosenki zostaje podniesiony do rangi „praw dziw ej” po­ ezji, czasem sam poeta śpiewa swoje wiersze. Wszystko to jednak są wypadki sporadyczne, nie naruszające w niczym obszaru pano­ w ania piosenki komercjalnej. I tak powracamy do punktu wyjścia — Ewa Demarczyk i Zygm unt Konieczny są wciąż niedościgłymi wzorami współtworzenia kreacji artystycznej z m aterii literackiej, którą postanowili się posłużyć. Demarczyk stała się już dziś symbolem — trafiła naw et do „nor­ m alnej” literatury. Oto fragm ent powieści Jerzego Broszkiewicza: Nie cudzołóż, nie kradnij..., scena kiedy bohater nadsłuchuje odgło­ sów lipcowej nocy: „W którym ś z okien naszej kam ienicy radio śpiewało niskim, bardzo pięknym głosem młodej pieśniarki imie­ niem Ewa. (...) «Taki pejzaż» — wołała dziewczyna. «Taki pejzaż». Ktoś zgasił jej wołanie w pół słowa. Zabolała mnie owa tępo ta” n . W ydaje się, że właśnie ten wiersz A ndrzeja Szmidta śpiewany przez Demarczyk jest wspaniałym dowodem na to, iż możliwe stało się stworzenie nowej wartości artystycznej w połączeniu wiersza z m u­ zyką. Nie na darmo Andrzej Kuśniewicz nazyw a w ykonanie tej pieśni „twórczością Ewy Demarczyk przy współudziale Zygm unta Koniecznego” 12. Niestety nie wszystkie mariaże poezji z muzyką osiągają taki po­ 10 K. Gąsiorowski: Piosenki protagonisty. „Literatura” 1974 nr 12, s. 7. 11 J. Broszkiewicz: Nie cudzołóż, nie kradnij... Kraków 1971, s. 251. 12 W audycji Z książką w tytule, w dniu 21 maja 1974 r. ziom. Fascynująca interpretacja Demarczyk, w ysnuw ająca z tekstu nieprzewidziane dotąd możliwości i budująca z m aterii poetyckiej pejzaż dźwięków, tajem niczy świat pełen zacieranych, zaciemnia­ nych głosek o rozedrganej powierzchni, przeryw anej raz po raz gwałtownymi wybuchami sylab artykułow anych z dram atyczną pasją i tworzących niesamowite, napięte do granic wytrzymałości crescendo, jest tylko jednym z nielicznych w yjątków. To muzyka Koniecznego i wykonanie Demarczyk spraw iają, że i od wiersza Szmidta nie sposób się uwolnić. Psy kulawe stroją drogi, Diabeł dziewkom plącze nogi (...) Józef Opalski Etykieta zastępcza Zacznijmy od pew nej analogii: otóż między gło­ szoną przez metodologów zasadą krytycyzm u, jako naczelną zasadą rządzącą nauką, a głoszoną przez młodych krytyków zasadą nieuf­ ności, jako naczelną zasadą rządzącą twórczością literacką, a zwłasz­ cza poetyckim organizowaniem wypowiedzi, zachodzi głęboka ana­ logia. Analogia ta polega na tym, że obie te zasady można by uznać za szczególne przypadki zasady ogólniejszej, obejm ującej kilka form świadomości społecznej. Nikt nie zaprzeczy, że zarówno sztuka, czy węziej: literatura, i nauka — to odmiany, form y czy rodzaje świado­ mości społecznej. A jeśli ktoś protestowałby przeciwko w ysuw aniu powyższej analogii, to m usiałby udowodnić, że jest fałszywa, bo w strukturze nauki zasada krytycyzm u inne pełni role niż zasada nieufności w strukturze literatury. Tymczasem jest jasne, że i tu i tam zasady te służą do selekcji w ytw orów owej świadomości, i do niedopuszczania takich, które albo nie spełniają pewnych wymogów, albo też spełniają je w sposób banalny, „pusty” semantycznie. I tak zasada krytycyzm u pozwala odrzucić teorię, że ziemia jest kw adra­ tową tratw ą na oceanie wszechświata, gdyż k ry teria sprawdzania hipotez w ypracowane na obecnym etapie rozwoju nauki pozwalają potwierdzić hipotezę o kulistości ziemi, natom iast nie dostar­ czają żadnych dowodów na prawdziwość hipotezy odrzucanej. Podobnie w literaturze: zasada nieufności pozwala odrzucić nie tyl­ ko wiersze, w których poziom organizacji wypowiedzi jest mniej więcej rów ny poziomowi organizacji wypowiedzi w gazecie co­ dziennej osłodzonej sentym entalizm em, ale także wiersze, które spełniając postulat form alnej poprawności dostarczają nam na


This is a preview of a remote PDF: http://czashum.hist.pl/media//files/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)-s145-151/Teksty_teoria_literatury_krytyka_interpretacja-r1975-t-n1_(19)-s145-151.pdf

Józef Opalski. Taki pejzaż, Teksty : teoria literatury, krytyka, interpretacja, 1975, 145-151,