Helwecjusza filozofia dziejów
Kazimierz Wiliński
Helwecjusza filozofia dziejów
Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio F, Nauki Filozoficzne i
Humanistyczne 21, 37-66
1966
ANNALES
UNIVERSIT ATIS
MARIAE
CURIE-SKLODOWSKA
LUBLIN — POLONIA
VOL. X X I, 2
SECTIO F
1966
Z K a ted ry Filozofii Społecznej W ydziału Ekonom icznego UMCS
K u ra to r: doc. d r B ohdan Dziem idok
Kazimierz
WILIŃSKI
Helwecjusza filozofia dziejów *
Ф илософ ия истории Гельвеция
P hilosophie de l’histo ire de Jle lv ć tiu s
1. STA N NATURY I UMOWA SPOŁECZNA
„W yobrażę w ięc sobie ludzi, nie znających zu p ełn ie p raw an i sztuk, m niej
w ięcej takich, jak im i m usieli być w pierw szych dn iach św iata. W idzę ich ro z
proszonych po lasach ja k inne żarłoczne zw ierzęta”.1
Tak w yobraża sobie H elw ecjusz pierw szy okres istnienia człowieka
i m im o że unika term in u „stan n a tu ry ”, to jed n ak obraz przezeń przed
staw iony nie różni się na pierw szy rz u t oka od w izerunku człowieka
w stanie n a tu ry , k tó ry przedstaw ił Rousseau w R ozpraw ie o nierów
ności...:
„[...] ro z p a tru ją c człow ieka takim , jakim m u siał w yjść z rą k n atu ry , w idzę
zw ierzę nie ta k silne ja k jedne, nie ta k zw inne ja k drugie, lecz w sum ie o u stro
ju najszczęśliw szym ze w szystkich [...]”.*
Jeżeli dodać, że rów nież w przekonaniu H elw ecjusza człowiek obda
rzony jest w yjątkow o szczęśliwą organizacją fizyczną, w postaci np. rę
ki, a nie kopyta, zbieżność obydw u opisów stanie się jeszcze w yraź
niejsza.
Rousseau jed n ak różnicę najistotniejszą m iędzy człow iekiem a zwie
* Szkic niniejszy je st zm odyfikow anym fragm en tem pracy pt.: A ntropologia
i e ty k a H elw ecjusza.
1 C l a u d e - A d r i e n H e l v ś t i u s : O um yśle, W arszaw a 1959, t. I, ss.
237—238.
1 J. J. R o u s s e a u : R ozpraw a o pochodzeniu i podstaw ach nierów ności
m ię d zy lud źm i [w:] T rzy ro zp ra w y z filo zo fii społecznej, W arszaw a 1956, s. 144.
38
K azim ierz W iliński
rzęciem u p a tru je przede w szystkim w sw oistym poczuciu m oralnym ,
k tó re spraw ia, że w edle niego człowiek jest z n a tu ry dobry, czem u H elw ecjusz stanow czo zaprzecza. Jego zdaniem nie m a innych różnic m ię
dzy człow iekiem a zw ierzęciem poza fizyczną budow ą organizm u, a więc
dopóki ludzie „nie znają zupełnie praw ani sz tu k ”, pozostają w łaściw ie
tylko jednym z gatunków zw ierzęcych.
Tym niem niej nie kończy to możliwości kon fro n tacji poglądów w y
m ienionych autorów dotyczących owego pierw otnego sta n u ludzkości.
H elw ecjusz pisał np.:
„N iezm iernie to dziw ne, że w k raja ch , k tó re sły n ą ze zb y tk u i cyw ilizacji,
je st w ięcej ludzi nieszczęśliw ych niż u ludów pierw o tn y ch [...]. Czy m ożna w ą t
pić, że położenie dzikiego je st lepsze niż w ieśniaka? [...] dziki cieszy się szczęściem ,
ja k ie d aje równość, a przede w szystkim nieocenionym dobrem , ja k im je st w ol
ność, k tó rej d arem nie dom aga się w iększość narodów ”.*
Głosi więc swego rodzaju pochw ałę stan u pierw otnego, w ypow ia
dając zarazem uw agi krytyczne pod adresem cyw ilizacji, u p a tru jąc przy
czynę jej niedostatków głów nie w nierów ności, k tó rą niesie ze sobą
uspołecznienie.4 P rzy czym byłoby bezpodstaw ne doszukiw anie się tu
ta j zależności H elw ecjusza od Rousseau, jako że idea stanu n a tu ry i po
dobna do russow skiej koncepcja um ow y społecznej w y stęp u je n a jw y
raźniej już w jednym z najw cześniejszych Epîtres, tzw . E pitre sur le
plaisir à V o lta ir e 5, k tó ry pow stał w pierw szej w ersji najpraw dopodob
niej w 1737 r.6
Ale n aw et w tym liście nie znajdujem y term inów „stan n a tu r y ”
i „um owa społeczna”, m im o iż przedstaw ione tam poglądy najżyw iej
przypom inają koncepcje Rousseau; do tego stopnia zresztą, że n aw et
rolnictw o i m etalurgia są trak to w an e przez H elw ecjusza jako te dzie
dziny aktyw ności człowieka, k tó re odegrały najisto tn iejszą rolę w p ro
cesie uspołecznienia.7
Jednakże do tego okresu, kiedy ludzie żyli na sposób dzikich zw ie
rząt, a więc sam otnie, nie przyw iązuje H elw ecjusz w łaściw ie w iększej
wagi. W ydaje się naw et, że jego zdaniem nie byli oni jeszcze n apraw dę
ludźm i i dlatego tra k tu je ten okres raczej jako epokę przed pojaw ie
niem się człowieka, nie określając jej w zw iązku z tym m ianem „stanu
n a tu ry ”, k tó re to określenie m ogłoby przecież sugerow ać, że chodzi
* H e l v é t i u s : op. cit., t. II, s. 162.
* Ibid., ss. 162—163.
5 O euvres com plètes d ’H elvêtius, P a ris 1818, t. III, ss. 163— 171. W spólna
tra d y c ja i H elw ecjusza, i R ousseau sięga tu n ajpraw d o p o d o b n iej M ontaigne’a.
* A. K e i m : H elvétius, sa vie et son oeuvre, P a ris 1907, s. 81.
i O euvres com plètes, ss. 167—168.
H elw ecjusza filozofia dziejów
39
o pew ną form ę istnienia człow ieka. Pisze natom iast w dalszym ciągu
rozpoczynającego ten a rty k u ł fragm entu:
„W idzę, ja k zbyt słabi — dopóki nie w ynaleźli broni, by przeciw staw ić się
dzikim zw ierzętom — ci p ierw si ludzie, nauczeni niebezpieczeństw em i strachem ,
zrozum ieli, że w in te resie każdego z nich pow inni zebrać się — stw orzyć społe
czeństw o [...] Z auw ażę n astępnie, że ta k pow stałe grom ady ludzkie w k ró tce stały
się sobie n a w z a je m . w rogie. P rag n ęły bow iem posiadać te sam e rzeczy [...]”.·
I to jest, jego zdaniem , te n stan, k tó ry istn iał bezpośrednio przed
tym , zanim ludzie podporządkow ali się praw u, czyli przed pow staniem
w łaściw ego społeczeństw a.
H elw ecjusz sądzi bowiem , że człowiek dziki słucha tylko siły.9 W ie
dziony zaś przez strach i poczucie w łasnej słabości, w e w łasnym in te re
sie łączy się z innym i w coraz to liczniejsze grupy, opierające się o ko
lejn e um ow y, z których każda następna idzie dalej niż poprzednia.
N ie tru d n o zauw ażyć, że ten postępujący proces uspołecznienia,
łącznie z przyczynam i, k tó re go w yw ołują, obejm ujący sobą dość długi
okres czasu przypom ina (w pew nym uproszczeniu) zarów no russow ską
hipotezę stan u przejściow ego m iędzy stanem n a tu ry a stanem społecz
nym , jak i (w w iększym stopniu) obraz sta n u natu raln eg o u Hobbesa.
Poza ty m w pew nej m ierze przypom ina także i idee M ontesquieu, któ
ry przecież pisał o człow ieku żyjącym sam otnie: „Taki człowiek czułby
zrazu jedynie sw ą słabość, byłby bezgranicznie lękliw y.” 10
W arto chyba rów nież zauważyć, że za jedną z najw ażniejszych przy
czyn uspołecznienia uw aża H elw ecjusz czynnik dem ograficzny i tu zno
w u uderza jego zbieżność z R ousseau.11 M ianowicie, kiedy w De 1’Hom m e ilu stru je, w jak i sposób przebiega zjaw isko uspołecznienia, posłu
guje się sw oistą form ą tzw . „robinsonady”, przenosząc w tym celu
w im aginacji na jakąś sam otną w yspę zrazu jed n ą tylko rodzinę i u k a
zując jak k sz ta łtu ją się i stopniowo n a ra sta ją w ięzy i in sty tu cje społecz
ne w m iarę natu raln eg o zw iększania się liczby ludności.12 Proces ten
zresztą prow adzi aż do despotyzm u i ab ovo, ale o ty m w dalszym (...truncated)