„Niebo bez ptaków”. O jednym z toposów literatury lagrowej (i jego obrzeżach)
AC TA U N I V E R SI TAT I S L ODZ I E NSI S
FOLIA LITTERARIA POLONICA 4(42) 2017
http://dx.doi.org/10.18778/1505-9057.42.10
Piotr Krupiński*
„Niebo bez ptaków”. O jednym z toposów
literatury lagrowej (i jego obrzeżach)
Jakże to… No, jak… pamiętacie… Późną jesienią przelatują
ptaki… Długie, bardzo długie klucze. Wali artyleria, nasza i niemiecka, a one lecą. Jak do nich krzyknąć? Jak je uprzedzić: „Tu nie
wolno! Tutaj strzelają!”. Jak?! Ptaki padają, spadają na ziemię…
S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety1
Zadanie, przed którym stanąłem jako autor prezentowanego tu studium,
określić mógłbym jako szczególny rodzaj archeologii. Archeologii, która wspierając się na ruchomym fundamencie relektury wybranych wspomnień lagrowych,
postara się odtworzyć – na tyle, na ile to możliwe – jeden z aspektów światoodczucia osób uwięzionych za drutami niemieckich obozów koncentracyjnych (bo
to właśnie kacetom w głównej mierze poświęcony będzie mój szkic). Przystępując
do tak pojętych poszukiwań, wektor swojej uwagi chciałbym skierować w stronę,
która dotąd ze zrozumiałych powodów była słabiej, jeśli w ogóle eksponowana.
Już od pierwszych chwil po wyzwoleniu lagrów (a nawet wcześniej) historycy badający koncentracyjne uniwersum zobligowani byli „zabezpieczyć ślady”, innymi słowy, z maksymalnym pietyzmem odtworzyć genezę nazistowskich
obozów koncentracyjnych i obozów masowej zagłady, ich wewnętrzną organizację, a nade wszystko warunki bytowe, w jakich przyszło żyć i umierać więźniom i więźniarkom. Nie powinno zatem dziwić, że w ramach tak zaprojektowanej rekonstrukcji szczegółowej analizie poddawano system przemocy, katalog
regulaminowych i nieregulaminowych kar oraz szykan, na jakie narażeni byli
uwięzieni, kwestię wyżywienia, a raczej głodowych racji obozowych, odzież, pozostającą w dyspozycji członków więźniarskiej populacji, a także warunki mieszkalne, na jakie ich skazano.
* Dr hab.; Uniwersytet Szczeciński, Wydział Filologiczny, Instytut Polonistyki i Kulturoznawstwa, Zakład Literatury i Kultury Polskiej XIX wieku; Al. Piastów 40B, 71-065 Szczecin;
.
1 S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, przeł. J. Czech, Wydawnictwo Czarne,
Wołowiec 2015, s. 148.
214
Piotr Krupiński
Nie porzucając z pola widzenia tych krzyżujących się sfer, w całości determinujących lagrowy los, w swoich rozważaniach – jak sygnalizowałem – spróbuję podjąć
wątek, który dotąd był nieobecny, względnie lokował się na odległych peryferiach
historycznej i historycznoliterackiej refleksji dotyczącej piśmiennictwa obozowego.
Rzec mógłbym, że jako badaczowi tej jakże zróżnicowanej konstelacji literackiej
przyszło mi zmierzyć się z wyzwaniem paradoksalnego rodzaju; oto bowiem, starając się dodać kolejny element do z wolna wykuwającego się glosariusza topiki piśmiennictwa lagrowego i piśmiennictwa Zagłady2 (jak wiemy skądinąd, choć są to obszary rozłączne, to „linia demarkacyjna między nimi nie jest łatwa do wytyczenia”3),
zamierzam skoncentrować się nie na tym, co w tej literaturze jest, ale na tym, co
występuje jako brak, luka, z rzadka tylko uwidoczniony rewers. Kontynuując grę
paradoksami, raz jeszcze podkreślę, że intrygować mnie będzie intensywna obecność
nieobecności, „czynne zanikanie”4, bo tak, najkrócej to ujmując, należałoby rozumieć
tytułowe „puste niebo”, „niebo bez ptaków”, niebo, które oniemiało, zamilkło…
I. Gdzie nie śpiewają ptaki?
Ta osobliwa figura w literaturze lagrowej powraca z zaskakującą regularnością. Odnajdziemy ją – w dwóch przypadkach pojawia się nawet w przestrzeni tytułu! – m.in. we wspomnieniach Seweryny Szmaglewskiej, Zofii Posmysz, Karoliny
Lanckorońskiej, Danuty Brzosko-Mędryk czy Janiny Fabierkiewicz-Szyrkowej.
Przytoczę jedynie dwa przykłady:
Zwłoki rozstrzelanych palono w krematorium, przytykającym do wysokiego, chyba pięciometrowego muru otaczającego obóz. Komin krematorium wystawał ponad
mur i wiatr przyganiał dym między bloki – rudy, duszący dym, śmierdzący spalonymi kośćmi. Odór ten ciągnie się za mną po dzień dzisiejszy. Odstraszał on chyba
ptaki, bo jakaż mogła być inna przyczyna tego, że nigdy nie widziałyśmy tu gromadki swarzących się wróbli czy śmigających jaskółek? Czasem tylko wysoko w górze
krążyły jastrzębie, jakby symbol naszych władców. A obóz był przecież położony
2 Nawiązuję tu do badań prowadzonych przez Sławomira Buryłę (zob. rozdział Topika Holokaustu. Wstępne rozpoznanie, w: tenże, Wokół Zagłady. Szkice o literaturze Holokaustu, Universitas,
Kraków 2016; Tematy [nie]opisane, Universitas, Kraków 2013; Pociągi śmierci – kilka uwag o konstrukcji hasła słownikowego, „Narracje o Zagładzie” 2016, nr 2) oraz Zespół Badań Pamięci o Zagładzie Instytutu Kultury Polskiej UW (zob. Ślady Holokaustu w imaginarium kultury polskiej,
red. J. Kowalska-Leder [i in.], Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017). Topice holokaustowej poświęcony został również monograficzny numer „Narracji o Zagładzie” (2016, nr 2).
3 S. Buryła, Monografia po latach, „Teksty Drugie” 2009, nr 5, s. 104.
4 Wypożyczam tu koncept Jeana Baudrillarda. Zob. tenże, Spisek sztuki, przedm. S. Lotringer,
przeł. S. Królak, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2006, s. 46.
„Niebo bez ptaków”. O jednym z toposów literatury lagrowej (i jego obrzeżach)
215
wśród lasów nad brzegiem jeziora i wydawałoby się, że nie powinno tu braknąć tej
skrzydlatej czeredy; tym bardziej że i na odpadkach nie zbywało w naszym pięćdziesięciotysięcznym „mieście”5.
Toteż gdy tę część obozu ogarnie nagła obiadowa cisza, wymykamy się kuchennym
wyjściem i rzucamy w kępę chwastów i ostrej trawy, w której, jak zagubione szkolne
farbki, jaśnieją żółcią kwitnące mlecze.
Leżymy milcząc, nie unosząc głowy, by nas nie zobaczyli Niemcy, i wdychamy ostry
zapach ziela.
Przypominają mi się – gdzieś przecież jeszcze istniejące – łąki pełne miękkiej trawy,
kaczeńców i postrzępionych, odurzających, dzikich lila goździków, w których brzęczą pszczoły i trzmiele.
Ale na próżno szukam zapachu ziemi, mimo że tę majdankową przekopujemy wielokrotnie i głęboko, ciągle przerzucając łopatami. Nie pachnie dobrą, życiodajną glebą.
Jest sucha, bez tłustego połysku, jakby i z niej już wyssano życie, jałowa. I niebo nad
nią bez ptaków, które daremnie szukałyby tu pokarmu6.
Już na tym etapie rozważań warto podkreślić, że, po pierwsze, to kobiety
częściej zwracały uwagę na ten szczególny rys „kamiennego świata”, po drugie,
zauważmy, iż wymienione autorki były więźniarkami różnych obozów: Birkenau, Majdanka, Ravensbrück, co jednoznacznie sugeruje, że skonstatowany tu
fenomen miał charakter ponadlokalny i był niejako niezależny od tak obiektywnych, wydawałoby się, czynników, jak rzeźba terenu czy szeroko pojęte warunki
przyrodnicze danego miejsca, w którym Niemcy zdecydowali się ulokować obóz.
Ale zajmujące nas zagadnienie nieco się skomplikuje, gdy zauważymy, że na ślady owej figury – „nieba bez ptaków”, względnie „nieba wypełnionego ptactwem,
które uporczywie milczy” – natkniemy się również poza obszarem interesującego nas piśmiennictwa. N (...truncated)